Zarezerwowałm sobie kilka dni wolnego ,aby być w domu w pierwszym okresie adaptacji Gringa. Razem z Birmą w pewną mroźną , styczniową niedziele podjechałyśmy pod schronisko w Sosnowcu. Tam już czekała na nas Monika i Dorota ze schroniska.Bardzo ważny jest pierwszy kontakt psów. My najpierw osobno przez 20 może min spacerowałyśmy z nimi, potem przyszedł czas na wspólny spacer i obwąchanie. Gringo był bardziej zainteresowany psami niż człowiekiem. Psami i zapachami . Jak przyłożył nochal do ziemi to cięzko go było oderwać. Po wspólnym spacerze razem weszłyśmy na teren schroniska i na ogrodzonym wybiegu zostali oboje wypuszczeni luzem. Oboje mieli przypięte smycze aby w razie konieczności szło ich szybko rozdzielić. Birma goniła i wyraźnie dominowała Gringo, ale on jej się całkowicie poddał .Nie pokazywał żadnych sygnałów agresji. No więc zapadła decyzja - jedziemy razem do domu. Trochę było perturbacji ż wetem ,bo Gringo po kastracji miał jeszcze szwy i lekki stan zapalny. Ale na szczęście wet zaufał mi ,że wszystkiego dopatrzę jak należy i mogliśmy się pakować do samochodu. Oczywiście, wpakowanie go do auta nie było takie łatwe , bo biedaczek nie znał samochodu i zwyczajnie się bał. Szczęśliwie nie miał choroby lokomocyjnej i jakoś dojechałiśmy do domu. Gringo wg mnie nigdy nie był w domu. Był strasznie wystraszony. Bał się przejść przez drzwi, nie potrafił chodzić po kafelkach, panelach , schodach. Na szczęście nas się nie bał. Pierwsze 24 h stał w przedsionku, ziajał , krył posłanie od Birmy ,piszczał i wypijał mnóstwo wody. Byłam tym przerażona, czułam się jakbym mu krzywdę wyrządziła. Nie wyobrażałam sobie ,żeby nie mieszkał z nami w domu tylko na dworze. A w domu nie potrafił funkcjonować. Ale dziewczyny z fundacji Bono mowiły mi ,że powolutku, cierpliwości , trzeba dać mu czas.
I tak krok po kroczku , dzień za dniem Gringo oswajał strachy. Sypałam mu smaczki na ziemie i on powoli jak kura szedł i zbierał. Co dzień kawałeczek dalej.
Trwało to około miesiąc. Po miesiącu Gringo swobodnie poruszał się po naszym domu, chodził po schodach , kafelkach i panelach. Nie było większego problemu z czystością . Pare razy tylko narobił w domu, ale bardzo go pilnowaliśmy. Jak widziałam ,że się kreci że szuka biegusiem na podwórko. Zaskoczyła mnie bardzo na plus nasza Birma. Ma opinię zołzy i pyskuli . Więc miałam obawy ,jak ona go będzie traktować. Ale w początkowym okresie, wtedy gdy Gringo był taki przerażony zachowywała się cudownie. U nas życie toczy się raczej na piętrze , a Gringo nie potrafił chodzić po schodach. No nie mógł ciągle , ktoś z nim na dole siedzieć. Były sytuacje, że Gringo płakał na dole. Wtedy Birma schodziła na dól do niego . Kładła sie tam i Gringo się uspokajał. Oboje spokojnie leżeli. Wiedziałam też ,że aby nie było konfiktów moja Birma musi czuć ,że ona jest nadal najważniejsza. Więc jeśli daję im jedzenie, smaki - to zawsze Birma dostaje pierwsza. Do dziś tego bardzo pilnuję. Niestety nie potrafię zapanować ,aby psy jadły w jednym pomieszczeniu . Birma niestety każdego potrafi odgonić i miskę mu wyczyścić. Dlatego każdy dostaje w innym pomieszczeniu , a ja pilnuję Birmy żeby nie przegoniła Gringo. Ja mam mniej stresu , a wiem że każdy zjada tyle ile powinien. To samo robię gdy dostają kość. Jeden chrupie w domu, drugi na podwórku. Nie prowokuję sytuacji konfliktowych. Po miesiącu pobytu u nas Gringo poczuł się pewniej i chciał mnie zdominować. Miałam z nim problem w kuchni. Niestety biedak najprawdopodobniej musiał zdobywać jedzenie sam. Bo dosłownie rzuca się na jedzenie. Miałam w kuchni sytuacje, że wchodził mi łapami na blat . Jak go zrzucałam to marszczył nos i pokazywał mi zęby a potem chytał boleśnie za dłonie. I żadne metody , które na Birmę działały to na niego nic. Przyznam ,że miałąm moment ,że bałam się ,że w końcu mnie pogryzie bo się coraz bardziej nakręcał. Pomogła mi wtedy Beata z fundacji Bono - jest behawiorystką i wspolnie kombinowałyśmy co jest dla niego karą. No i bingo. Po każdym takim zachowaniu lądował na dworze . A był to już czas ,że najbardziej w wszystkiego chciał być w domu z nami. Tydzień tak z nim latałam. W końcu zaskoczył ,że jak tak robi to kara i się nie opłaci. Niestety do dziś bym nie odważyła się spuścić go na spacerze ze smyczy. Leci przed siebie z nosem przy ziemi i nie reaguje na mnie. To jeszcze ma do wypracowania. Ale nauczył się już w miarę dobrze chodzić na smyczy, choć początkowo ciągną jak parowóz. Birma nauczyła go bawić się w przeciąganie co ponoć u podhalanów jest ewenementem

Po 3 miesiącach w zgodzie żyje z naszymi 2 kotami i dwoma psami. Bo jeszcze mamy malutką sunię , którą też przygarneliśmy 6 lat temu.Przybrał trochę , stał się normalnym psem. Uwielbiam patrzeć jak bawią się razem z Birmą. Choć ona nie raz da mu do zrozumienia kto tu rządzi. Ale ja się nie wtrącam , wiem że musi być w stadzie hierarchia.
Teraz nadchodzi trudny czas rozstania. Gringo ma już swoją rodzinę pod Wrocławiem . W wielki piątek przyjeżdzaja całą rodziną po niego i święta spędzi już z nimi. Och będę płakać za nim . Ale wiem ,że dzieki temu że był u mnie miał o wiele większe szanse na znalezienie swojego domu. Niestety ludzie boją się brać duże psy ze schronu o których nic nie wiadomo. Przez ten czas u mnie nauczył się żyć w domu z ludzmi, oswoił swoje strachy. Ja mogłam go obserwować i oopowiedzieć o nim . A dzięki temu fundacja mogła odopwiednio dobrać mu dom .Powodzenia moj chłopaku. Na zawsze będziesz w moim sercu
