Witam wakacyjnie. U nas wszystko OK. Rytuał z przyjmowaniem gości, działa dobrze. Najpierw na szelkach do wiaty, potem z Kongiem do domu.Goście zaopatrzeni w pudełeczko ze smaczkami, dogadzają co jakiś czas. Ostatnio rozochocony wylegiwał się koleżance na nogach. Stosunki z mężem bardzo przyjacielskie.
Upały dokuczają straszliwie, zafundowaliśmy mu płytki basenik, ale ku naszemu zdziwieniu nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem, raczej traktuje go jak dużą michę do picia. Więc upalne dni spędza w domu, na terakocie, pod mokrym ręcznikiem.
Podczas mojej nieobecności musiała być jakaś scysja z kocurem, z piekła rodem syberianem ( Feluś, który wygląda jak pluszak, miał już zatargi z okolicznymi psami i od kilku lat wszystkie schodzą mu z drogi, a weterynarz, jak przyjeżdża na szczepienia, to tylko dla niego zakłada skórzane rękawice, taki ruski zakapior

), bo na widok Felka zawsze powarkuje ostrzegawczo, a reszta naszych i okolicznych zwierząt traktowana jest po przyjacielsku.
Oczywiście jak tylko nadarzy się okazja, to kradnie koncertowo, ostatnio z pod ręki buchnął Babci butelkę z kefirem i nie zechciał jej wymienić., dopóki jej nie opróżnił.Tylko ja mogę odebrać mu każdą rzecz bez konieczności wymiany i bez warczenia na mnie,jak trzeba to i w pysku pogrzebię, żeby nie zjadł niedozwolonych przedmiotów i udaje się bez utraty palców.Generalnie to taki mój piesio, coraz częściej zdarza mu się przyjść do mnie, w celu poprzytulania się i widać, że czochranko sprawia mu frajdę . Na początku łaskawie zgadzał się na mizianki, ale były one inicjowane przeze mnie, teraz dopomina się sam
