Czas leci, a my z różnym skutkiem zmagamy się z hovkowatą naturą.Wczoraj Mori dziabnął sąsiadkę, którą widział już nie po raz pierwszy. Dopóki siedziała ze mną na tarasie, obwąchał ją i wydawało się OK, a potem szłyśmy przez podwórko, podbiegł i bez ostrzeżenia złapał ją za łokieć. W nerwie nakrzyczałam na niego i na smyczy zaprowadziłam do karnego wiatrołapu, a potem zrobiłam jej opatrunek

Raczej już nas nie odwiedzi, chyba, że zamknę Moriego.
Potrafi też powarkiwać ostrzegawczo na męża i syna, gdy zbliżają się do mnie,obrażam się i wysyłam go wtedy do wiatrołapu, niestety nie wyciąga z tego nauki na przyszłość.Trochę się martwię, czy uda nam się kiedykolwiek okiełznać jego naturę, może jakieś sugestie?
Za kilka dni spodziewamy się kilkorga gości i jedynym sposobem wydaje mi się odizolowanie go od nich, boję się, że nie dam rady przy kilku osobach zapanować nad jego instynktem obronnym.Nasze psy mieszkają w domu, nie mamy kojca, więc mam dwie opcje, Mori siedzi u babci w pokoju, albo przypięty smyczą do drzewa.
Będę wdzięczna za pomysły i wskazówki, jak nad Morcysiem zapanować, bo z fazy pluszaka do obrońcy, bez warknięcia przechodzi w dwie sekundy
